OKIEM NATANA: 500+ czyli menel +?

Zapraszam na wpis: Piękne brwi! Co zrobić jeśli Twoim daleko do ideału?
ZOBACZ

Takie komentarze padają w wielu mediach, portalach internetowych na temat ludzi korzystających z programu 500+. Czyli - wszyscy ludzie, korzystający z tego programu, wrzucani są do jednego worka z alkoholową patologią i z góry się zakłada, że te pieniądze będą zmarnotrawione.

Jeszcze jedno - ostatnio plantatorzy truskawek z naszego województwa (pomorskiego) podnieśli lament, że "przez 500 + ludzie nie chcą przyjść do pracy". W podobnym tonie zaczynają się wypowiadać dyrektorzy w wielu korporacjach działających w naszym kraju.

Jak jest naprawdę?

OKIEM NATANA: 500+ czyli menel+?


Zajmijmy się pierwszym zarzutem - marnotrawienia pieniędzy przeznaczonych na dziecko. Da się słyszeć głosy, że ludzie chcący wydać te pieniądze na remont mieszkania/domu, na opał, czy na nowy sprzęt typu AGD lub samochód, wydają je niezgodnie z przeznaczeniem, bo NIE NA DZIECKO. Naprawdę? Czy dziecko nie mieszka w tym samym mieszkaniu/domu, co rodzice? Czy nie je posiłku, przyrządzonego na tej samej kuchence, co rodzice? Czy nie jest wożone przez rodziców ich samochodem? Odpowiedź na te pytania jest oczywista. Dlatego remont mieszkania, kupno nowego sprzętu AGD czy nawet samochodu, to realne polepszenie warunków bytowych/ bezpieczeństwa nie tylko rodziców, ale też dziecka. 

Drugi zarzut- czy naprawdę 500+ powoduje ,że ludziom "nie chce się iść do pracy", jak lamentują  na przykład plantatorzy truskawek? Powiem przewrotnie - zależy do JAKIEJ pracy. Pracodawcy przyzwyczaili się, że płacili ludziom głodowe stawki i ludzie mieli ich całować po rękach za to, że łaskawie dadzą im zarobić 5-8 zł/ godzinę,. Co więcej- w wielu zakładach pracy problemem jest nie tylko płaca, ale też warunki- tzn szefowie(szczególnie w korpo) uważają, że ich podwładni to ścierki do wylewania brudów, że można sobie nimi pomiatać, wyżywać się na nich i wyładowywać swoje frustracje(np związane z nieudanym życiem prywatnym albo osobistymi kompleksami).  To nie jest praca, tylko niewolnictwo/ pańszczyzna. Trochę na zasadzie "muszę postawić sobie trzeci dom, więc przyoszczędzę na pracownikach, przy okazji poćwiczę boks na ich gębach". Jak XVII-wieczny pan na włościach... Dlatego, wbrew pozorom, to jest pozytywny efekt 500+, bo następuje eliminacja głodowej, niewolniczej pracy. 

Oczywiście - są przypadki, kiedy 500+ jest naprawdę marnotrawione, np na alkohol, ale to jest wąski margines (i najczęściej w przypadku patologii wydawanie tych pieniędzy jest ściśle kontrolowane przez OPS-y i nierzadko tacy ludzie dostają bony zamiast pieniędzy). Poza tym te środki i tak wracają do państwa w postaci akcyzy , VAT i podatków. Jednakże w większości przypadków te pieniądze pozwalają wielu rodzinom, które w trudem wiązały koniec z końcem, zaplanować spokojnie domowy budżet i paradoksalnie, dadzą niektórym kopa do realizacji ambitniejszych planów. Co mam na myśli? Wbrew pozorom osoba, która łapie się każdej pracy, żeby tylko przetrwać od pierwszego do pierwszego nie rozwija się, a wręcz cofa w rozwoju. O co chodzi? W tym momencie, jeżeli całe działanie człowieka koncentruje się zaspokojeniu najbardziej niezbędnych, podstawowych potrzeb, to wszelkie inne rzeczy, jak inwestowanie w siebie, zwiększanie swoich kwalifikacji, rozwijanie swoich zdolności i zainteresowań, odchodzą na bok i zostają zapomniane. Czyli człowiek porusza się w takim zaklętym kręgu nędzy i beznadziei, i nie ma możliwości żeby się z niego wyrwać, bo na to potrzebne są fundusze, a przede wszystkich trochę spokoju umysłu. Dlatego nawet te niewielkie pieniądze są taką finansową i psychologiczną poduszką bezpieczeństwa, która pozwala na zajęcie innymi rzeczami, niż tylko walką o przetrwanie. Np znam kobiety, które teraz , kiedy już nie muszą co miesiąc drżeć, czy starczy na podstawowe potrzeby, planują otwarcie działalności gospodarczej i samorealizację zawodową, czyli przełożenie swoich pasji na pieniądze. 

Dlatego proszę - nie osądzajmy ludzi, co więcej - nie powtarzajmy krzywdzących stereotypowych opinii, stworzonych przez innych (najczęściej przez ludzi nie mających zielonego pojęcia o macierzyństwie). Każdemu można przypiąć złośliwą łatkę (bezdzietnym również...), ale posługiwanie się stereotypami świadczy tylko i wyłącznie o poziomie osoby to czyniącej.

A co wy o tym sądzicie?

PS. Chcecie więcej postów z serii OKIEM NATANA?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jestem wdzięczna za każdy pozostawiony komentarz - to niezwykle motywuje do dalszego pisania!