O tym co JA wyniosłam z See Bloggers 2017

Jak wybrać idealny plecak do szkoły? Z O B A C Z

Właściwie miałam nie pisać relacji z tegorocznego SeeBloggers na blogu. Napisałam już trochę na instagramie, opowiedziałam na stories... Ale w kontekście ostatnich wzmianek o SB postanowiłam w końcu napisać... Przyznam Ci się co JA wyniosłam z See Bloggers!

O tym co JA wyniosłam z See Bloggers 2017
To nie był mój pierwszy raz. Na See Bloggers pojawiłam się po raz czwarty - nie było mnie tylko na pierwszej edycji. Ta z pewnością wyróżniała się ilością gości - ponad 1500 zaproszonych osób! Dla mnie See Bloggers to głównie okazja spotkania się z innymi blogerkami, wymiana spostrzeżeń odnośnie blogowania oraz sposób na zdobycie wiedzy. W zeszłym roku nie zdążyłam się zapisać na żadne warsztaty, a i tak imprezę uważałam za udaną. Nie rozumiem tych, którzy zrezygnowali z pojawienia się na evencie tylko dlatego, że nie dostali się na żadne warsztaty. Tak naprawdę warsztaty to mały procent imprezy, a nierzadko to właśnie sala główna jest skarbnicą wiedzy! Jak było na tej edycji?

Tym razem dostałam się na cztery warsztaty, a ostatecznie byłam chyba na sześciu. Poziom warsztatów był naprawdę różny. Jedne marki się bardzo postarały i przedstawiły ciekawe prezentacje, z których każdy mógł zaczerpnąć coś dla siebie. Inne z kolei postawiły na autopromocję - nic więc dziwnego, że w trakcie blogerki opuszczały salę. Nie można jednak za to winić organizatorów - tematyka warsztatów i forma zaprezentowania marki, a co najważniejsze zachęcenie blogerów do współpracy leżała w gestii goszczących marek. Niestety niektóre z tych, które pojawiły się po raz pierwszy powinny nad tym trochę popracować. 

Post udostępniony przez Monika Będkowska (@mymixoflife)

Nie chcę jednak się skupiać na negatywach, a na tym co tak naprawdę wyniosłam z See Bloggers. I nie chodzi mi to o rzeczy materialne. O tym co przywiozłam z eventów możesz poczytać we wcześniejszym wpisie z nowościami. Nie powiem jednak, że sprawa kradzieży (bo trzeba nazwać rzeczy po imieniu) i wynoszenie czego się dało, nie miała wpływu na to, że jednak post się pojawił. Jeden rozdmuchany artykuł rozniósł się po sieci i wyszło na to, że blogerzy to pazerne hieny, które nie pogardzą niczym. Ale co poradzić na to, że najlepiej nabić wyświetlenia na przekoloryzowanej sensacji? Tak, to prawda, że ktoś ukradł telefon, a inny chciał podwędzić nawet leżaczek. (Zresztą i ja chyba wyglądałam podejrzanie, bo moja siatka #dary losu była wypchana po brzegi... a kto wie, że była tak kurtka, kosmetyczka i inne rzeczy niezbędne do przenocowania poza domem?). Ale na te kilka osób, przypadało ponad 1500 innych, fantastycznych osób, i to nie tylko blogerów.  Na tej edycji pojawili się różni twórcy - także ci, którzy udzielają się na youtubie, czy instagramie. W takiej masie osób zawsze może znaleźć się czarna owca, ale to chyba nie na takiej podstawie powinno się wyrabiać opinii o całej imprezie? Wydaje mi się, że organizatorzy bardzo dobrze zrobili ujawniając co się stało. Sprawa z pewnością będzie wyjaśniona, a i to będzie przestrogą dla co niektórych przyszłych uczestników SB (bo mam nadzieję, że kolejna edycja się odbędzie!)


A co ja wyniosłam?

Oprócz dwóch wygranych z których mega się cieszę, wyniosłam sporą dawkę motywacji i pozytywnego nastawienia! Nawet jeśli miałam chwile zawahania, to kilka osób skutecznie rozwiało moje wątpliwości. Słowa, że jakiś mój blogowy wpis pomógł innej osobie, albo zachęcił do zmian jest niezwykle motywujące do dalszego pisania. Jestem też bogatsza o nowe znajomości.... Już na samym początku imprezy przez całkowity przypadek spotkałam Felicję, z którą znamy się online już całkiem długo. W końcu  miałyśmy okazję dłużej porozmawiać -mam nadzieję, że nie ostatni raz.  Poznałam także Karolinę z bloga wielowymiarowa.pl, która tak jak ja pojawiła się dużo wcześniej - dzięki niej czekanie na rozpoczęcie imprezy minęło ekspresowo. Jeśli interesujesz się tematyką parentingową to serdecznie zapraszam! Tym razem skusiłam się na propozycję Moniki i zostałam w Gdyni. Razem z Joanną byłyśmy świetnie ugoszczone - powiem Wam, że męża Monice możecie zazdrościć ;) (szkoda tylko, że Ewie nie udało się dojechać...)


Jeśli chodzi o wiedzę... Tym razem mało mnie było na sali głównej, a pojawiłam się głównie na warsztatach urodowych. Można powiedzieć, że nauczyłam się "malować" flaminga - jak stwierdził mój brat, to musiał być flaming bo różowy ;) Pokazywałam go zresztą na stories - kto widział to widział, a kto nie widział, nic nie stracił :) Byłam też na warsztatach, o tym jak marki widzą blogerów i z tego wyciągnęłam wniosek, że naprawdę warto odpowiadać na komentarze czytelników. Kiedyś przeszła fala krytyki na odpowiadanie każdemu komentującemu - niby to nabijanie sobie licznika komentarzy... Ale powiem Ci, że ja jako czytelnik bardzo lubię, gdy ktoś zauważy mój komentarz, nawet krótki - i z chęcią na takie blogi później wracam. Pomijam już sytuacje, gdy w komentarzu pojawia się pytanie. Okazuje się, że interakcje z czytelnikiem są równie cenne z punktu widzenia agencji!


Najciekawszymi warsztatami było jednak spotkanie z dziewczynami z PicaPica. Kasia i Agata, razem z Karoliną Gliniecką pokazały nam jak dzięki prostym trikom można uatrakcyjnić swoje zdjęcia. W końcu nauczyłam się obsługi Snapseeda. Wcześniej korzystałam jedynie z funkcji rozjaśniania i kontrastu, a można naprawdę o wiele więcej! Karolina pokazała nam zdjęcia zrobione telefonem przed oraz po obróbce w Snapseedzie, i to robi wrażenie. Chyba muszę się przyłożyć :)

Ogólnie cała impreza była bardzo udana! Po co się skupiać na brakującym papierze, kilku kradzieżach czy innych niesnaskach skoro organizatorzy włożyli masę wysiłku w zorganizowanie tak świetnego eventu! Naprawdę podziwiam, że kilka osób potrafiło ogarnąć logistycznie tak wielkie przedsięwzięcie.

Do następnej edycji! Kto się wybiera za rok?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jestem wdzięczna za każdy pozostawiony komentarz - to niezwykle motywuje do dalszego pisania!