To jego wina! {być może też go znasz...}

Ostatnio mnie tutaj mało, na facebooku jeszcze mniej. Najczęściej pojawiam się na instagramie, ale i tam z dużymi przerwami... Wszystkiemu jest winien ON! Trochę głupio wytykać palcem, ale... może też go znasz?


Wymyśliłam genialny projekt. Nie mogę powiedzieć o szczegółach bo to dopiero zarys. Ekscytuję się, próbuję skleić wszystkie pomysły w jedną całość. Ale już wtedy zaczyna działać ON: "To sporo wysiłku i kosztów - może nie warto? W sumie to nic nowego więc pomysł wcale nie jest taki dobry" Rezygnuję...

Robię zdjęcia. Układam, przekładam, pstrykam fotkę za fotką. W końcu wydaje mi się że "mam to". Dodaję wpis na bloga, zdjęcie na instagrama i znów odzywa się ON: "Jakieś marne te zdjęcia - chyba nie do końca o to ci chodziło? Blogerka X to dopiero zachwyca zdjęciami. Po co się wysilasz skoro i tak jej nie dorównasz"? Przyznaję rację..

Próbuję napisać posta. Pomysł jest, siadam do klawiatury. Wpis jest niemal gotowy, ale ON znów wtrąca swoje krytyczne uwagi: "Naprawdę chcesz to publikować? Przeczytaj to jeszcze raz i pomyśl czy warto?" "Co ty w ogóle masz do powiedzenia w tym temacie?"... Wygrał - kasuję całość i biorę się za pisanie od nowa. Czas mija, a jedyne czego przybywa to kubków po herbacie, bo słów ciągle brak...

Tworzę nowy motyw. Z każdym kolejnym elementem wydaje mi się, że to jest dokładnie to, o co mi chodziło - spodoba się blogerom, jest praktyczny i estetyczny. Ale ON jest szybki i jak zwykle zaczyna drążyć: "To się nie sprzeda", "Jaki ty masz fatalny gust", "Po co ty się za to bierzesz?". Zamiast wcisnąć "wystaw produkt", po raz kolejny klikam "edytuj"...

Wydawało mi się, że mam fajnego bloga. "Wydawało", bo ON ciągle uważa, że nie jest wart, by ktokolwiek na niego zaglądał. Jeśli spadają statystyki od razu podrzuca pomysł zamknięcia bloga - "po co tracić czas i siły na coś co nie ma przyszłości? Pasja to nie wszystko." Tracę zapał i chęci, a radość z blogowania jakoś znika...



Wszystkiemu winien jest ON - wewnętrzny krytyk, z którym ciężko wygrać i... którego sama wyhodowałam. Nie da się teraz, ot tak sobie, wrzucić jego komentarzy do spamu. Nie można jednym przyciskiem Delete sprawić, że po prostu znikną i nie pozostawią po sobie śladu. Na razie wygrywa ON, ale czas z tym skończyć! Nie walczyć, ale przeciągnąć na swoją stronę!
Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze - to one najbardziej motywują mnie do pisania.
Jeśli dołączyłaś do obserwatorów daj mi o tym znać, z chęcią odwiedzę Twojego bloga ❤


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jestem wdzięczna za każdy pozostawiony komentarz - to niezwykle motywuje do dalszego pisania!